Są takie gry, o których niby nie trzeba pisać dużo, ale napisać trzeba. Cokolwiek. Choćby krótką notkę, wspomnienie, polecenie jej szerszemu gronu graczy. W dzisiejszych czasach niewiele jest tytułów, które mają tak głębokie przesłanie i zawierają w sobie tyle realistycznej, szorstkiej brutalności, co This War of Mine. 11 BIT STUDIOS stworzyło grę, która nie zachwyca ani dialogami, ani grafiką, ani też ścieżką fabularną, a jednak przykuwa uwagę na wiele, wiele godzin.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Akierman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Akierman. Pokaż wszystkie posty
środa, 13 kwietnia 2016
środa, 6 kwietnia 2016
Wiedźmin 3: Dziki Gon – szczęśliwej drogi już czas
Zadania główne oraz poboczne
![]() |
| Początkowa faza gry. (New Game +) |
Postanowiłem te dwa fragmenty połączyć w jeden, gdyż często jakość prezentowanych zadań pobocznych w tej grze jest tak wysoka, że można pomylić je z zadaniami głównymi. Zacznijmy jednak od głównej osi fabularnej. Jest naprawdę długa. Bez obaw, nie jest jednak zbyt długa i nie ciągnie nam się w bólach i mękach, a jest prowadzona płynnie, niezwykle gładko i świeżo, przez co nigdy nie poczujemy, że mamy dość ogrywania jej. To nie kolejne The Elder Scrolls gdzie po chwili nie mamy ochoty robić zadań głównych i ruszamy na 500+ godzin w świat. Tutaj jesteśmy ciekawi zakończenia, pragniemy je poznać i pomimo tego, że są jeszcze inne rzeczy do roboty, naprawdę trudno nam oderwać się od świetnie skonstruowanych zadań głównych. W tym momencie chciałbym wskazać, że niewielu grom z otwartym światem się to udaje. Niektóre padają we własną pułapkę, konstruując piękny otwarty świat z masą zadań pobocznych, które oferują więcej zabawy niż sam wątek główny, przez co ten szybko w nich tonie i ginie. Tutaj jest inaczej. Gdy aktualnie nie mamy ochoty robić kolejnego zadania głównego i ruszymy w świat, szybko trafimy na zadania poboczne, a jest ich mnóstwo, z czego praktycznie w żadnym nie uświadczymy "przynieś, podaj, pozamiataj". Uzyskujemy często długą i ciekawą mini fabułę, która wciąga równie mocno, co główna oś fabularna. Tutaj zapowiedź sprzed premiery została wypełniona co do joty. Zadania poboczne są złożone, każde jest pisane osobno i często przebijają niektóre zadania główne. Obie osie, poboczna i główna, nadają sobie nawzajem tempa, przez co nie tracimy ochoty na wykonywanie ani jednych, ani drugich. Wiedźmin 3 tym samym przeskoczył swoją konkurencję gier gubiących się w przepychu świata stworzonego.
Pole do popisu
Widzieliście go? Rycerz chędożony! Herbowy! Trzy lwy w tarczy! Dwa srają, a trzeci warczy!
No właśnie, a jak tam implementacja otwartego świata? Wielu ludzi obawiało się, że po dwóch grach w których rozmiar świata był ograniczony, CD Projekt RED nie podoła i padnie ofiarą tego, co wspominałem już wyżej. Nie mogli się bardziej mylić! Świat, który został dla nas podany jest swego rodzaju hybrydą. Jest to połączenie klasycznie otwartego świata z takim podzielonym na pewne części. Zaczynamy grę na otwartej przestrzeni Biały Sad, która wypełniona jest zadaniami pobocznymi, znajdźkami, ciekawymi ludźmi, potworami etc, etc. I to już wydaje nam się naprawdę duże i dobre poletko! Kiedy jednak przejdziemy do Velen i Novigradu, zrozumiemy, że taki podział świata w pewien sposób uratował tę grę od szybkiego zniechęcenia się do niej. Świat jest ogromny. Każda "nowa mapa" czyli teren ze świata, do którego przenosimy się wraz z fabułą gry, jest ogromna, wypełniona przyzwoitym contentem i nietuzinkowa, zrealizowana z Tolkienowskim rozmachem. Gdybyśmy dostali typowego sandboxa z jedną, ale wielką mapą, to w tym przypadku gracze "przejedliby się" i odstawili Wiedźmina, nie mogąc poradzić sobie z ogromem rzeczy do zrobienia. Uniknięto tego dzieląc świat na lokacje, do których przenosimy się wraz z postępem fabularnym, dając nam jednak możliwość powrotu kiedy tylko chcemy do poprzednich lokacji, a tych jest całkiem sporo – Biały Sad, Ziemia Niczyja, Wyspy Skellige i Kaer Morhen. Jest gdzie chodzić, jest co robić i przede wszystkim można sobie z tym poradzić, nie czując się przygniecionym. CD Projekt RED tworząc ten nietypowy model świata wyznacza standardy jak tworzyć gry z otwartym światem, które nie dość że nie tracą tempa, to są przyzwoicie wypełnione! Czy zawsze jest jednak tak cudownie? Otóż nie. Świat wiedźmina jest również wypełniony gdzieniegdzie "zapchajdziurami" w postaci obozów bandytów, gniazd potworów do zniszczenia etc, etc. Mogło być lepiej, aczkolwiek i tak jest kilka poziomów wyżej nad konkurencją.
Dubbing
![]() |
| Uniwersalne prawdy to chleb powszedni tej gry. |
A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.
Otóż to! Dialogi w Wiedźminie 3 zrealizowane są tak, jak w każdej poprzedniej części, czyli z humorem, emocjami, odpowiednią dawką tragizmu – tym wszystkim, za co świat pokochał naszego "konia napędowego" polskiego rynku gier komputerowych. Tak jak przy poprzednich częściach polecam wszystkim granie na w pełni Polsko zlokalizowanej wersji gry, gdyż jakość gry aktorskiej stoi na wysokim poziomie, przebijając inne wersje językowe. W niektórych momentach zabrakło co prawda pazura, a Jacek Rozenek niekiedy gubił się w swojej roli, np. wypowiadając słowa delikatnie i spokojnie, gdzie w kontekście powinien wypowiedzieć je ostro i zdecydowanie. Są również momenty, w których głosy są źle dopasowane do muzyki czy efektów środowiskowych występujących w danym momencie wraz z nimi, przez co ledwo słychać głosy. Są to jednak sporadyczne przypadki i tak drobne, że z pewnością zapomnimy o nich chwile po rozpoczęciu się kolejnej rozmowy. Pamiętam jak dziś, jak podchodziłem do praktycznie każdego mieszkańca wioseczek w Velen i zagadywałem go tylko po to, aby usłyszeć jakieś słodko brzmiące przekleństwo, żart, obelgę czy komentarz dotyczący pogody bądź mojej bladej cery. Będzie to mała dygresja, ale chciałbym to tutaj dodać. Panowie aktorzy dubbingowi! Można? Można. Czemu w przypadku tej gry dubbing od trzech części wychodzi świetny, natomiast w przypadku innych gier polska lokalizacja w środowisku naszych rodzimych graczy jest często pomijana? Czemu w przypadku Wiedźmina da się zrobić fenomenalną robotę, a w przypadku innych gier czuć robotę "po macoszemu"? Czy chodzi o prestiż i polskość gry? Mam nadzieję, że nie jest to tak prosty problem. Mówimy jednak o Wiedźminie 3, dlatego przejdźmy dalej!
Podsumowanie, czyli subiektywnie, bo inaczej się nie da
Boże, jak ja kocham tę grę. Nie będę udawał! Nie ma najmniejszego sensu. Przy niej wyrobiłem swój gust do gier. To od premiery pierwszej części zacząłem wręcz zaczytywać się w książkach fantasy różnorakich autorów i pisać opowiadania również w tych klimatach. Ta gra ukierunkowała mnie w tak wielu aspektach, że trudno byłoby mi pisać tę recenzję całkowicie obiektywnie. Spróbuję jednak ocenić ją jak najbardziej sprawiedliwie! 2015, cóż to był za rok, prawda? Tyle znakomitych gier, tyle konkurencji z którą Wiedźmin 3 miał sobie nie poradzić, tak mawiano. Fallout 4, Batman Arkham Knight. Giganty marketingowe, które miały zmieść naszą rodzimą produkcję z powierzchni ziemi. Ostatnia nagroda Gry Roku 2015 dla Wiedźmina 3: Dziki Gon pokazuje, że nie należy dzielić skóry na nieubitym niedźwiedziu. Gra spełnia swoje zadanie w tak wielu aspektach, że trudno było mi nawet pisać tę recenzję, zdając sobie doskonale sprawę z tego, z jak olbrzymią produkcją mam do czynienia. Czy jest idealna? Nie jest. Ma wiele większych i mniejszych błędów, o których już wspominałem wyżej, ale żaden z tych błędów nie sprawiał mi problemu, i – jak widać po ocenach rodzimych i zagranicznych portali – innym graczom również. Zdeklasowała konkurencję i stała się trendseterem, wyznacznikiem co jest dobre, a co nie jest, posyłając w niepamięć gry takie jak Skyrim, w których pomimo otwartości świata i mnogości zadań, tak naprawdę, nie było co robić, a gra nudziła się dość szybko. Wiedźmin 3 radzi sobie dobrze z niektórymi błędami rdzennymi gier z otwartym światem, a niektóre niestety powiela. Nasza produkcja została doceniona i łza się w oku kręci, kiedy zdajesz sobie sprawę, że byłeś od początku tej drogi ze studiem i z tą produkcją, a kiedy inni mówili "Pewnie na następnej części się wyłożą" ty odpowiadałeś "Zobaczymy" z pewnością w głosie i we wzroku. Cieszę się, że mogłem przebyć tę drogę z Geraltem z Rivii i cieszę się, że mogłem ją przejść w tym tygodniu z Tobą, mój drogi czytelniku. Mam nadzieję, że ten tekst namówi niezdecydowanych do zapoznania się z tą częścią oraz z poprzednimi, by w całości poznać złożoność przedstawionego nam świata.
środa, 30 marca 2016
Wiedźmin 3: Dziki Gon – ciąg dalszy
Zaiste, jak mawiał król Dezmod, zaglądnąwszy po skończonej potrzebie do nocnika: Rozum nie jest w stanie tego ogarnąć.
Nie mogłem nie zrobić z tego osobnego punktu. Lokacje w tej grze to osobna para kaloszy, która jest moim zdaniem częścią akapitu "Grafika", a jednak tak bardzo daleko idącym jej podpunktem. Umówmy się – szata graficzna to rzecz, którą w dzisiejszych czasach, jeśli ma się zaplecze pieniężne, specjalistów i odpowiednie oprogramowanie, jest stosunkowo łatwo zrobić. Czym innym jest jednak takie urządzenie lokacji, aby były one czymś więcej, niż tylko widoczkiem czy przystankiem w naszej podróży przez świat. I tak, tak, będę się w tym punkcie absolutnie rozpływał – lokacje są zaprojektowane inteligentnie, a wręcz przebiegle, a każda jest warta tego, by obejść ją choć ze dwa razy. Pamiętam jak dziś mój przejazd przez pewną wioskę (to akurat w ramach płatnego DLC Serce z Kamienia, o którym kiedy indziej). Spotkałem w niej dwójkę staruszków, którzy tłumaczyli się, że inni sąsiedzi albo pomarli, albo wyjechali do miast za chlebem i dlatego mieszkają sami. Myślę sobie – no tak, znów niby nieważna, a jednak ciekawa historia i pojechałem dalej. Po jakimś czasie znów przejazdem postanowiłem, że obejdę sobie tę wioseczkę, ponieważ była niezwykle urokliwa. Znalazłem krew. Później znalazłem w chatce obok domku tego starego małżeństwa zakrwawiony stół z wbitym w niego tasakiem, a tuż za domem w krzakach wejście do ukrytej piwniczki. Nie będę wam zdradzał co tam zastałem, ale byłem zszokowany, a to nawet nie było zadanie poboczne! Powiem wam, że takich lokacji jest multum, a każda z nich samym ułożeniem elementów opowiada co konkretnie się w danym miejscu stało, dlaczego jest tak a nie inaczej. W Wiedźminie 3 jest to zrobione na prawdę mistrzowsko.To nie jest już tworzenie gry. To jest projektowanie, to jest wizja artystyczna i sztuka, przemycanie przez grę pewnego testu na spostrzegawczość i dociekliwość. Niezwykle cieszy mnie implementacja tego typu rzeczy w grach.
Klyk’em klyk’em? Nie w tej grze
![]() |
| Zobaczymy czy NFZ się wykaże.. |
Wyjmij żelazo z jaszczura, młody wiedźminie, gdyż będziemy mówić o walce! Jest ona znacznie rozbudowana w stosunku do swojego poprzednika, gdyż wymaga od nas uczenia się ruchów naszych przeciwników, ciągłych uników, kontrataków, a również używania środków pomocniczych takich jak petardy, specjalne magiczne znaki, kuszy oraz eliksirów i olejów. Nie możemy nawet na chwilkę spuścić naszego przeciwnika z oczu, czy zamyślić się, ponieważ kilka niezauważonych ciosów w plecy może zakończyć naszą przygodę. W tym miejscu pomówimy również o stopniu trudności. Na najniższym poziomie jest to spacer po spokojnym lesie na malinach, natomiast z każdym kolejnym stopniem, dochodząc do ostatniego (na którym właśnie ogrywam grę na nowo) o dźwięcznej nazwie Droga ku zakładzie jest ona prawdziwie wiedźmińska. Niestety, ma to też swoje wady, gdyż zdarza się, że zabiliśmy przed chwilą gryfa, a napada nas gromada szybkich utopców i jesteśmy martwi. Nie jest to błąd, który psuł mi przyjemność gry, aczkolwiek często powodował śliczną wiązankę słów w normalnych okolicznościach uznanych z całą pewnością za nieprzyzwoite. Polecam jednak grać właśnie na najwyższym poziomie, gdyż tylko na nim możemy poczuć się naprawdę jak profesjonalista, który do walki używa swoich eliksirów, wskazówek wyczytanych w książkach o potworach (tak, wskazówki przydają się w walce z potworami, za co ogromny plus) oraz innych "pomocy naukowych" (Encyklopedii nie, ale to ciekawy tok rozumowania) Na najwyższym poziomie trudności walki nabierają również pewnej epickości, efektywności i efektowności gdyż ważymy każdy krok, wiedząc, że może być naszym ostatnim. To dodaje immersji oraz specjalności każdej osobnej walce, gdyż nie wystarczy po prostu uderzać lewy przycisk myszy, aby kogoś zabić. O nie, tutaj grozi to szybkim blokiem przeciwnika i śmiercią naszego dzielnego wojownika.
Graj muzyko!
Ludzie (...) lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni (...) Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć.
Tylko prawdziwy troglodyta może stwierdzić, że ścieżka dźwiękowa jest najmniej ważnym elementem gry komputerowej. Zdarzają się jednak tacy, którzy starają się powiedzieć coś właśnie w podobie tych zdań. Cóż, myślę, że nie ma lepszego dowodu na to, że nie mają racji, niż właśnie Wiedźmin 3! Po pewnej utracie słowiańskiego pazura z Wiedźmina 2, Wiedźmin 3:Dziki Gon wraca do tradycji, w ścieżce dźwiękowej odwołując się wyraźnie do klimatów słowiańskich, germańskich i skandynawskich, jednym słowem – pogańskich, co nadaje surowości odbieraniu tego dzieła. Jest bardzo dobrze dobrana, i kiedy przechadzamy się po pięknych polach wysp Skellige przygrywa nam spokojna melodia, grana na różnego rodzaju często archaicznych instrumentach, by płynnie przejść do ostrej, pobudzającej adrenalinę pieśni bitewnej (niekiedy w wykonaniu grupy Percival Shuttenbach), która osłodzi nam nawet najbardziej krwawą naszą śmierć. Muzyka nadaje tempa, ale również zwalnia nas i zmusza niekiedy do relaksu, do turystyki. Nie ma nic piękniejszego niż kilka minut wolnego spaceru przez zatłoczony rynek w Novigradzie przy żwawej, ale niezbyt agresywnej miejskiej melodii rozbrzmiewającej w słuchawkach. Coś pięknego. Czy mogę wymienić jakieś jej wady? Raczej nie, choć to zapewne bardzo subiektywna ocena, gdyż moje serce nie od dziś szybciej pompuje krew przy tego typu dzikich i skocznych dźwiękach. Najwidoczniej jestem czystym Słowianinem!
Ten, lub ci, którzy stworzyli nas dla siebie, powinni zadbać o coś więcej. Samo przeznaczenie nie wystarczy, to zbyt mało. Trzeba czegoś więcej.
A jak o stworzeniu już mowa, to system rozwoju postaci w pewnych aspektach mnie zawiódł, a w innych wręcz zaskoczył i uradował. Zacznijmy może od wad, bym nie wyszedł na opłacanego recenzenta! Drzewko rozwoju postaci jest zbyt proste, uproszczone względem poprzednich części, a zwłaszcza pierwszej serii. Uproszczona została alchemia, a jej znaczenie zredukowane w sumie do "potków" szczególnie na najniższych poziomach trudności, co jest moim zdaniem naprawdę zawodem, gdyż przed premierą obiecywano nam możliwość obrania kierunku (walka, magia, alchemia) a każdy z nich miał dawać nam możliwość przejścia nim gry. Nie wyobrażam sobie rozwijania tylko drzewka magii i alchemii aby ją przejść. Miałeś chamie złoty róg, jak to mawiają chochoły. Czy jest jednak aż tak źle? Oczywiście, że nie. Powiem więcej, jest naprawdę intuicyjnie i ciekawie, po prostu dostosowane do bardziej casualowego gracza. Nie zrozumcie mnie źle, to nawet dobrze! Dzięki temu gra zostanie lepiej przyjęta w różnych częściach świata, po prostu liczyłem na nieco więcej w tym aspekcie. System mutagenów natomiast wreszcie doczekał się właściwego podejścia i posiadanie ich w ekwipunku ma jakikolwiek sens. Możemy dzięki nim zwiększać możliwości naszego ciała, gdyż dodają one dodatkowych statystyk oraz podnoszą te obecne umiejętności, z którymi są sparowane. Poczujmy się w końcu jak mutant z krwi i kości! To lubię!
środa, 16 marca 2016
Wiedźmin 3: Dziki Gon – gra idealna?
Temat ten, mój drogi czytelniku, był już wałkowany wiele razy i z pewnością, widząc taki nagłówek, natychmiast scrollujesz dalej, nie chcąc tracić czasu na recenzję gry, o której wiesz już tak wiele. Nie mogę cię za to winić, jeśli zechcesz – scrolluj dalej. Dla mnie jednak ta gra to coś więcej.To ukoronowanie mojej "kariery gracza" oraz zamknięcie pewnego rozdziału w życiu. Wykształciłem swój gust przy Wiedźminie. Był to mój pierwszy RPG i to dzięki niemu zostałem w tym gatunku już prawdopodobnie na zawsze. Przede wszystkim to historia, która jest bliska mojemu sercu, gdyż porusza do bólu brutalne i istotne kwestie naszego świata. Brzmi podniośle? W pewnym sensie właśnie takie jest. Chciałbym ci więc, mój drogi czytelniku, przedstawić grę cRPG, która ukazała się w maju 2015 roku – Wiedźmina 3: Dziki Gon, dzieło CD Projekt RED, ostatnią część z serii Wiedźmin, stworzonej na podstawie sagi Andrzeja Sapkowskiego o takim samym tytule. Razem przyjrzymy się temu niedoskonałemu dziecku.
czwartek, 3 marca 2016
Nienawistna ósemka – najnowszy film Quentina Tarantino
![]() |
| źródło |
To było cholernie dziwne doświadczenie, ten film, proszę mi wierzyć. Jestem fanem dobrego kina, dlatego nie mogłem nie wybrać się na ósmy film Quentina Tarantino pt. Nienawistna ósemka. To byłby niewybaczalny grzech. Każdy, kto obejrzał choć jeden jego film, a z całą pewnością większość z czytających oglądała np. Pulp Fiction, wie doskonale, jak wygląda typowy film tego reżysera. Pełen dziwnych scen, na pozór niepasujących do siebie, czarnego humoru i bezkompromisowo szczerego języka, który nie szczędzi nam przekleństw.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)










