NAJNOWSZE

środa, 4 lutego 2015

Polacy nie gęsi

źródło 
Księgarnia. Wędruję wśród regałów, obficie porośniętych książkami. Wśród nich – oprócz mnie – jakaś para. Chyba zakochani. Rozglądają się za interesującymi pozycjami. Co rusz albo ona, albo on wyrażają zachwyt nad jakimś autorem, mówiąc: Spójrz, czytaliśmy go! i wymieniając obcobrzmiące nazwisko. 


Biblioteka. Wertuję pozycje na półkach, odkładając na bok kolejne, bez których nie wyobrażam sobie powrotu do domu. Ciszę tego miejsca, dla wielu niewątpliwie świętego (toż to świątynia wiedzy!), przerywają jedynie zapytania zdezorientowanych klientów co do położenia poszukiwanej książki. I znów to samo. Znów do moich uszu dociera obcobrzmiące nazwisko.

Przeglądam listę bestsellerów ubiegłego miesiąca, stworzoną na podstawie sprzedaży pewnej księgarni. Mam wrażenie, że przeżywam deja vu. A w każdym razie coś temu podobne. Na liście, w pierwszej dziesiątce, jawią się sami zagraniczni autorzy, ustępując Polakom jedynie dwa miejsca. I to autorom popularnym, cenionym. To przykre.

Zastanawiam się, łącze myśli, fakty, wspomnienia. Tak, tak. Kojarzę. Czytając różne blogi, strony poświęcone kulturze, magazyny, biorąc udział w różnych forach, czatach traktujących o kulturze, dyskutując ze znajomymi, często spotykam się ze wstrząsającym wyznaniem: nie czytam polskich autorów. I właściwie, gdy postanawiam zgłębić ten problem, okazuje się, że nie wiadomo z jakiego powodu. Niby ci polscy autorzy piszą dobrą literaturę, niby ktoś ich czyta i zachwala, a także (być może jakiś dziwak?) nawet wydaje na nich pieniądze. Ale mimo wszystko… Nie czytam polskich autorów. 

Próbując to jakoś uzasadnić, rozglądam się po swoim księgozbiorze, porównując różnych, działających w zbliżonej tematyce autorów. Rodzimych z zagranicznymi, rzecz jasna. Debiutantów z weteranami, kobiety z mężczyznami… I na inne rozmaite sposoby. I co? Widzę okładki, zadrukowane kartki, czasem ilustracje. Przypominam sobie fascynujące historie, frapujących bohaterów, przewrotne intrygi. I nie tylko wtedy, gdy dzierżę w dłoni twórców zagranicznych. Także wtedy, gdy mam do czynienia z naszymi (nie bójmy się tego słowa) autorami. Tutejszymi... znad Wisły.

A zatem… O CO CHODZI? Piszemy gorzej? Wyobraźnia autorów uwarunkowana jest od miejsca zamieszkania? Czyżby za oceanem pisało się lepiej? Lżej? A może należałoby pisać tylko w pokoju z widokiem na fiordy? Ech… trudno. Pamiętajmy tylko, że Polacy nie gęsi i swój język mają. Wspierajmy naszych, kupując, czytając i doceniając. Bo pisanie pracą łatwą nie jest, zwłaszcza w Polsce, a pisarze nie są wieczni, w przeciwieństwie do ich bohaterów…

Share:

1 komentarz :

  1. Brawo, panie Kamilu! Krótko i prawdziwie!

    Pozdrawiam!

    Trzeciak

    OdpowiedzUsuń

Wiele dla nas znaczą Wasze opinie, dlatego dziękujemy za każdy zostawiony ślad i zachęcamy do komentowania i dzielenia się swoimi przemyśleniami.

 
Wróć na górę
Copyright © 2014 Essentia. Design: OtwórzBlo.ga | Distributed By Gooyaabi Templates